Z dziobem trzmielojada
Ba?ka?skie wiatry
Pilna pro?ba

U?ytkownicy Online

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 51 goĹ›ci 
Comeyah Email
Wpisany przez Administrator   

Syjon - lider zespo?u ComeyahBy?o lato 1978 roku. W Trenchtown zapowiada? si? kolejny pogodny dzie?. S?o?ce zacz??o w?a?nie swój codzienny trud mozolnej wspinaczki po niebosk?onie, kiedy Junior Murvin otworzy? oczy. Spuszczaj?c nogi na szmaciany dywanik, usiad? na ?ó?ku, przecieraj?c oczy, po czym wsta? niespiesznie i przeci?gaj?c si?, skierowa? kroki w kierunku drzwi. Ziewaj?c niemi?osiernie otworzy? je szeroko, rozejrza? si? po okolicy, a nast?pnie usiad? na progu, spogl?daj?c na budz?ce si? w?a?nie do ?ycia getto. Jego wzrok pow?drowa? w kierunku trzech ma?ych ptaszków, dokazuj?cych weso?o w pyle ulicy. U?miechn?? si? i powolnym ruchem si?gn?? do kieszeni, wyjmuj?c ma?e zawini?tko, które roz?o?y? obok siebie na progu. Po kilku chwilach, dzi?ki precyzyjnym ruchom, sprawnych palców powsta? bardzo zgrabny spliff, budz?cy respekt swoimi rozmiarami. Junior potar? zapa?k? o futryn? drzwi i ju? po chwili smu?ka dymu unios?a si? w powietrze.

- Come yah – powiedzia? wydmuchuj?c k??by dymu i rzucaj?c w kierunku ptaszków gar?? ziarenek, które zosta?y mu po skr?ceniu jointa. Pierza?ci rudeboye skwapliwie skorzystali z okazji do nape?nienia ?o??dków, rzucaj?c si? na nieoczekiwan? uczt? i nape?niaj?c porann? cisz? ptasim zgie?kiem.

Junior opar? si? plecami o futryn? i z rozkosz?, zaci?gn?? si? aromatycznym dymem. To b?dzie dobry dzie? – pomy?la?... I rzeczywi?cie to by? dobry dzie?, by? te? jednak bardzo wa?ny i to nie tylko dla Juniora Murvina...

Tego dnia Junior Murvin Smith pod czujnym okiem i niemniej czujnym uchem Lee Scratch Perry’ego nagra? na nie?miertelnym riddimie Police and Thieves, pie?? Bad Weed, która do dzi? urzeka swym pi?knym brzmieniem. Stoj?c przed sitkiem mikrofonu w legendarnym studio Black Ark i ?piewaj?c ?arliwie niepowtarzalnym falsetem, nie wiedzia? – bo i sk?d, ?e w wiele lat pó?niej, w miejscu, o którym nawet mu si? nie ?ni?o, powstanie band, który swój pierwszy koncert zacznie od puszczenia tego w?a?nie nagrania w ramach d?wi?kowej zapowiedzi, a pierwsze s?owa tekstu piosenki, czyli zach?caj?ce: Come yah, Come yah, Come yah... pos?u?? mu za nazw?.

Ale zanim do tego dosz?o, ziemia obróci?a si? wiele razy i wiele rzeczy musia?o si? wydarzy?... 

Pierwsza próba odby?a si? w sk?adzie Damian, ?ukasz i koza. Obecno?? kozy by?a jak najbardziej uzasadniona, chocia? na pewno nie chodzi?o o aksamitny g?os zwierz?cia. Po prostu warsztat samochodowy, w którym na co dzie? pracuje Damian i w którym spotkali si? obaj panowie, by? wyj?tkowo niedogrzany i zgrabia?e od zimna palce z trudno?ci? radzi?y sobie ze strunami gitar wi?c ca?e szcz??cie, ?e na miejscu by? ?elazny piecyk zwany popularnie koz?. Koza po drodze odpad?a ze sk?adu, robi?c miejsce dla Daniela, który nie tylko udost?pni? sal? prób z prawdziwego zdarzenia, ale równie? zasiad? za perkusj?. Na poczet zas?ug Daniela nale?y równie? zaliczy? fakt, ?e to w?a?nie ten przedstawiciel ?widnickiej bohemy, zna? Ricky’ego – basist?, o którym s?ysza?, ?e dobrze czuje si? w reggae’owych klimatach. ?ci?gn?? go wi?c, ?eby sprawdzi?, czy to prawda. Ricky stawi? si? na pierwszej wspólnej próbie, zabieraj?c ze sob? nieod??czny bas Rickenbackera. Odby? si? jam, po którym basman spakowa? swój instrument, z przekonaniem, ?e nie jest to projekt w którym chcia?by wzi?? udzia?, a zapytany czy chcia?by do??czy? do sk?adu odpowiedzia?, u?ywaj?c wy?wiechtanego i popularnego w kr?gach showbiznesowych:) zadzwoni? do was... Wychodz?c ju?, us?ysza? jednak jak ?ukasz z Damianem, z których opad? ju? stres - mimo wszystko towarzysz?cy temu spotkaniu na szczycie – zacz?li na pe?nym luzie i zupe?nym freestyle’u ?piewa?, akompaniuj?c sobie delikatnie na gitarach. Ricky mimo, ?e by? ju? w?a?ciwie za progiem, zatrzyma? si? nagle jak ra?ony piorunem i zacz?? strzyc uszami niczym ko?, ws?uchuj?c si? w d?wi?ki, wydobywaj?ce si? z paszcz ojców za?o?ycieli :) W chwil? pó?niej podj?? decyzj?, ?e pojawi si? jednak na nast?pnej próbie i tak Ricky obj?? posad? dozorcy fundamentu basowego w kapeli, która wówczas nie mia?a jeszcze nazwy, ale mia?a ju? podstawowy sk?ad. 

Niestety na tym dobra passa na jaki? czas sko?czy?a si?. Odszed? Daniel i przez jaki? czas sporadyczne próby odbywa?y si? bez ?ywego b?bniarza. Na kilka miesi?cy zapanowa? mo?e nie totalny marazm i absolutna stagnacja – bo powsta?o wówczas sporo ciekawego materia?u muzycznego, ale tempo rozwoju kapeli spad?o do krytycznego poziomu.

W ko?cu dzi?ki determinacji Damiana i interwencji Najwy?szej Instancji, os?abion? personalnie grup? zasili?a „m?oda krew” w osobach Dread Dysia – wielce obiecuj?cego i mocno zapracowanego w innych sk?adach perkusisty, oraz Magnificencji Grzecha – klawiszowca, który co prawda nad reggae przedk?ada ska i lubi mocniejsze uderzenie, ale jak nikt na ?cianie Wschodniej potrafi zagra? klasyczny bubbling.

Jako ostatni doszlusowa? do sk?adu Luzik – czyli Grze? Huzarek. Zaproszony przez Ricky’ego w ramach jednorazowego eksperymentu, szybko z?apa? klimat, a pozostali widz?c, ?e mimo rock and roll’owej przesz?o?ci dobrze „czuje” pozytywn? wibracj?, zaakceptowali jego obecno?? i tak Grze? zosta? ju? na sta?e, odci??aj?c Damiana, poprzez przej?cie funkcji gitarzysty rytmicznego.

Tak w telegraficznym skrócie przedstawia si? historia powstania ComeYah. Jednak s?owa, którymi zosta?a opisana, nie oddaj? wyj?tkowego klimatu, który towarzyszy od pocz?tku temu przedsi?wzi?ciu. Dlatego czytaj?c niniejszy tekst, nale?y pami?ta?, ?e za s?owami stoj? prawdziwi ludzie, wraz ze swymi uczuciami, emocjami i nadziejami.

W reggae nie ma po?piechu – wszystko przychodzi w odpowiednim czasie. Dowodem na poparcie tego starego jamajskiego porzekad?a jest fakt, ?e ComeYah – parafrazuj?c pewnego znanego poet?: „...nie snem jest lecz ?ywym cia?em...” – istnieje, rozwija si? i ju? w najbli?szej przysz?o?ci ma zamiar dostarczy? pot??nej dawki pozytywnej energii, ka?demu kto znajdzie si? w zasi?gu generowanych przez ni? d?wi?ków.

Syjon”– g?os, s?owo, gitara „Gabriel” – g?os, gitara „Ricky” - bass „Dysiu” – perkusja „Grzech” – klawisze „Luzik” – gitara 

  

Nasza historia jest wci?? nieopowiedziana do ko?ca, poniewa? ?ycie ci?gle dopisuje do niej nowe rozdzia?y. Wierzymy, ?e nic nie dzieje si? przypadkiem i nie bez przyczyny ka?dy z nas przeszed? d?u?sz? lub krótsz? drog?, po to ?eby spotka? si? w jednym miejscu i w jednym czasie. Wiemy, ?e jeszcze wiele pracy przed nami, ale ju? teraz mo?emy powiedzie?:

Oto jeste?my ! ComeYah Live !! Bless Ya!!!

Zmieniony: Wtorek, 30 Marzec 2010 15:25