| Moda na wirtulane kontakty |
|
| Wpisany przez Jurata |
|
Ostatnio przybywa coraz więcej profili na przeróżnych portalach społecznościowych.. Są tacy, którzy zalogowali się wszędzie gdzie tylko można – i przyjęli wszelkie możliwe aplikacje potrzebne do jakichś tam portalowych walut, punktów, gąbek itd… I co teraz? Aby nadążyć ze wszystkim – prawie, że mieszkają w necie. Muszą przecież przeczytać, obejrzeć, odpowiedzieć, podziękować, dać tzw. palucha wszystkim, którzy się wpisali, wkleili, skomentowali…. Jestem zalogowana na czterech portalach: Facebooku, GoldenLine, Netlogu i N.K. Tylko na Facebooka zaglądam codziennie, uzupełniam informacje i załatwiam korespondencję, na pozostałe wpadam w najlepszym przypadku raz na tydzień. Częściej nie daję rady i nie chcę, bo takie wejścia pochłaniają zbyt wiele czasu. Zauważyłam, że nie wszyscy zwracają należytą uwagę na tzw. ustawienia prywatności, a od tego zależy czy nasze dane (albo fotki) umieszczone na portalu obejrzą tylko nasi znajomi czy też cały świat. W przypadku profili i stron otwartych dobrze jest mieć świadomość tego, że jesteśmy jakby odkryci i nic z tego, co opublikujemy, nie będzie już nigdy dla nikogo tajemnicą. Jak zwykle każdy kij ma dwa końce, a każda rzecz swoje dobre i złe strony. Na przykład podrywacz/podrywaczka, który/która do tej pory skutecznie ukrywał/ukrywała swój charakter może nagle na swoim profilu zobaczyć, prawie jednocześnie, wpisy pięciu, dziesięciu lub więcej pań/panów wyrażających pretensję, że nie doczekali/doczekały się obiecanego zaproszenia na kawę z cynamonem, herbatę z imbirem, wino z korzeniami, spacer ze zdjęciami, czy … też jakieś inne wspaniałości. I problem polega nie tylko na tym, że przeczyta to zainteresowany/zainteresowana, ale, że to samo zobaczą wszystkie jego/jej niedoszłe (lub doszłe) zdobycze. To oczywiście tylko wariant najbardziej humorystyczny całej sprawy. Bywają jeszcze gorsze przypadki (bardziej lub mniej poważne a nawet groźne) i są tacy, którzy w popłochu likwidują profile albo w pośpiechu wyrzucają i blokują swoich dotychczasowych tzw. znajomych lub przyjaciół, którzy nagle okazali się z jakichś względów kłopotliwi, niewygodni, uciążliwi, niepożądani... Portale społecznościowe doprowadziły przy okazji do tego, że słowo „Przyjaciel” zatraciło swój pierwotny sens i znaczenie. Używając teraz tego słowa należałoby zaznaczać, czy mamy na myśli prawdziwego przyjaciela, czy któryś z profili jakie mamy tu czy tam… Podobnie jak w każdej innej dziedzinie, dobrze jest zachować umiar, logując się na kolejnym portalu społecznosciowym i przyłączając kolejne profile. Bo tak naprawdę przyłączamy profile, a nie realne osoby, Tak, to przecież nie real, a tylko wirtualna gra – gra w przyjaźń, gra w kontakty. Gra, którą często mylimy z rzeczywistym życiem. Przy okazji zapraszam wszystkich czytelników na moja stronę w Facebooku. 31.I. 2010r. Alternatywny Blog |
| Zmieniony: Niedziela, 31 Styczeń 2010 09:20 |
